Galicja to region północno-zachodniej Hiszpanii, który zachwyca zielonymi krajobrazami, surowym wybrzeżem i niezwykle silnymi tradycjami kulinarnymi. To właśnie tutaj, wśród mgieł unoszących się nad rzekami, odbywa się jedno z najbardziej nietypowych świąt gastronomicznych – Fiesta Lamprea, czyli święto minoga.
I choć brzmi to dość niewinnie, moje pierwsze spotkanie z tym „bohaterem” festiwalu było… cóż, pełne wątpliwości.


Pierwsze wrażenie – lekkie zaskoczenie
Gdy pierwszy raz zobaczyłam to stworzenie, byłam nieco zaskoczona i – powiem szczerze – miałam lekkie obawy, aby spróbować potrawy z minoga. Jego wężowate ciało i charakterystyczna, okrągła przyssawka zamiast pyska zdecydowanie nie wpisywały się w moje wyobrażenie o czymś smacznym.


Lamprea, czyli minóg morski, to jedno z najbardziej pierwotnych stworzeń żyjących w wodzie. I choć jego wygląd może odstraszać, w Galicji uchodzi za prawdziwy rarytas – coś, na co czeka się cały rok.

Święto z historią i konkretnym miejscem
Fiesta Lamprea odbywa się co roku w miejscowości Arbo, w prowincji Pontevedra, w sercu Galicji. To niewielkie miasteczko nad rzeką Miño jest uznawane za stolicę minoga i to właśnie tutaj tradycja jego połowu i przygotowywania jest najbardziej żywa.
Festiwal przypada zazwyczaj na koniec kwietnia lub początek maja – w 2026 roku zapowiadany jest na okres około 24–26 kwietnia. To nieprzypadkowy termin – wydarzenie stanowi kulminację sezonu połowów minoga, który trwa od stycznia do kwietnia.

W tym czasie Arbo zmienia się w tętniące życiem centrum spotkań – zarówno dla mieszkańców, jak i turystów, którzy chcą zobaczyć tę wyjątkową tradycję na własne oczy.
Już od pierwszych chwil czuć tu wyjątkową atmosferę: gwar rozmów, zapach potraw unoszący się w powietrzu i autentyczną radość ludzi, którzy nie robią tego „dla turystów”, tylko dla siebie.




Moment prawdy – pierwszy kęs
Najbardziej znanym daniem festiwalu jest lamprea a la bordelesa – minóg duszony w czerwonym winie z dodatkiem cebuli, czosnku i przypraw. Co może zaskakiwać, w przepisie wykorzystuje się także krew ryby, która nadaje sosowi głęboki, intensywny smak.
Nie ukrywam – moment, w którym miałam spróbować pierwszego kęsa, był pełen napięcia.


Ale ciekawość zwyciężyła.
I wtedy stało się coś, czego się nie spodziewałam – to było naprawdę dobre. Mięso okazało się delikatne, aromatyczne i zupełnie inne, niż sugerował jego wygląd. Wszystkie wcześniejsze obawy szybko ustąpiły miejsca zaskoczeniu… i przyjemności z odkrywania nowego smaku.
Nie tylko jedzenie
Fiesta Lamprea to doświadczenie, które angażuje wszystkie zmysły. Spacerując między stoiskami, można usłyszeć tradycyjną muzykę, zobaczyć lokalne stroje i poczuć klimat miejsca, które wciąż pozostaje autentyczne.

To właśnie takie chwile najbardziej zapadają w pamięć – kiedy jesteś częścią czegoś prawdziwego, nieprzefiltrowanego i głęboko zakorzenionego w lokalnej kulturze.





Czy warto się odważyć?
Nie każdy od razu przekona się do minoga – i to jest całkowicie w porządku. Sama miałam sporo wątpliwości. Ale właśnie dlatego warto spróbować.
Bo podróżowanie to nie tylko piękne widoki (choć Galicja ma ich pod dostatkiem), ale też smakowanie, odkrywanie i wychodzenie poza własne przyzwyczajenia.
Fiesta Lamprea jest dokładnie takim doświadczeniem – trochę zaskakującym, momentami wymagającym odwagi, ale ostatecznie niezwykle satysfakcjonującym.
I kto wie – może właśnie takie kulinarne wyzwania zostają z nami najdłużej.
