Zima w hiszpańskiej Galicji w tym roku zapisze się w pamięci na długo. Od wielu tygodni region zmaga się z serią kolejnych „borrascas”, które przynoszą intensywne opady deszczu, silny wiatr i sytuację meteorologiczną, jakiej nie było tu od kilkudziesięciu lat. Rzeki wciąż przybierają, gleba jest całkowicie nasiąknięta wodą, a krajobraz — choć piękny — bywa też groźny i nieprzewidywalny.



Deszcz stał się codziennością. Pada dniami i nocami, czasem drobno i uporczywie, innym razem gwałtownie, z siłą, która w kilka godzin potrafi zmienić spokojny strumień w rwącą rzekę. Niestety, nas również nie ominęły konsekwencje tej pogody — woda dostała się do garażu. To jeden z tych momentów, kiedy człowiek uświadamia sobie, jak mało znaczymy wobec żywiołu i jak cienka jest granica między „piękną naturą” a realnym zagrożeniem.
A jednak Galicja ma w sobie niezwykłą zdolność równoważenia trudnych doświadczeń zachwytem. Gdy tylko pojawiła się krótka przerwa między kolejnymi ulewami, postanowiliśmy wyjść z domu. Zamiast zamykać się w czterech ścianach i liczyć następne prognozy, ruszyliśmy w teren, by spróbować odnaleźć pozytywne strony tej wyjątkowo mokrej zimy.




Zimą galicyjska przyroda pokazuje swoje najbardziej intensywne oblicze. To pora roku, w której wszystko jest bardziej zielone niż kiedykolwiek. Wilgoć sprawia, że lasy nabierają głębi kolorów — od jasnych, niemal fluorescencyjnych mchów po ciemne, nasycone zielenie liści i paproci. Eukaliptusowe lasy, tak charakterystyczne dla tego regionu, pachną wtedy wyjątkowo mocno. Ten zapach — świeży, lekko żywiczny, chłodny — miesza się z aromatem mokrej ziemi i gnijących liści, tworząc niepowtarzalną atmosferę galicyjskiej zimy.



Omszałe konary drzew wyglądają jak fragmenty baśniowego świata. Mech oblepia pnie, zwisa z gałęzi, pokrywa kamienie i stare mury, jakby natura powoli odzyskiwała wszystko, co kiedyś należało do człowieka. W deszczu każdy szczegół staje się wyraźniejszy — krople wody osiadają na liściach, spływają po korze drzew, a światło, choć często rozproszone przez chmury, nadaje krajobrazom miękkości i tajemniczości.


Największymi bohaterami tej pory roku są jednak rzeki i wodospady. Zimą i po intensywnych opadach wyglądają zawsze spektakularnie, ale w tym roku przechodzą same siebie. Wodospady, które latem bywają jedynie cienkimi strużkami, teraz ryczą z pełną mocą, niosąc ze sobą ogromne ilości wody. Huk spadającej wody słychać z daleka, a unosząca się mgiełka dodaje całej scenie dramatyzmu. To widowiska, które jednocześnie zachwycają i budzą respekt.





Wezbrane rzeki płyną szeroko i szybko, zmieniając znane ścieżki i krajobrazy. Tam, gdzie zwykle można było przejść suchą stopą, teraz rozlewają się brunatne wody, niosące gałęzie i liście. Szum potoków towarzyszy niemal każdemu spacerowi — stały, głęboki dźwięk, który staje się tłem zimowej Galicji.

Ta krótka wycieczka w przerwie między deszczami przypomniała nam, dlaczego mimo trudnych warunków tak bardzo cenimy to miejsce. Galicja zimą nie jest łatwa ani łagodna. Jest surowa, wilgotna, dzika. Ale właśnie w tej dzikości kryje się jej magia. To region, który nie udaje niczego, nie wygładza swoich krawędzi. Pokazuje naturę taką, jaka jest — potężną, piękną i nie zawsze przyjazną.




Choć woda w garażu była problemem, a prognozy wciąż nie napawają optymizmem, takie chwile wśród zielonych lasów, wezbranych rzek i spektakularnych wodospadów pozwalają złapać dystans. Zimą w Galicji łatwo zrozumieć, że deszcz nie jest tu tylko utrudnieniem. Jest siłą, która tworzy te niezwykłe krajobrazy — i bez której ten region nie byłby tym, czym jest.


Piękne kadry. Deszcz ma swoją ważną rolę i to życiodajne zjawisko. Mam nadzieję, że wkrótce zamieni się w piękną pogodę.
Czekamy na tą chwilę z wielkim utęsknieniem. Choć deszcz jest bardzo potrzebny, jego nadmiar potrafi wyrządzić wiele złego.
Ten tekst pięknie pokazuje, jak cienka jest granica między zachwytem a bezradnością wobec natury.
Dokładnie to czułam, pisząc ten tekst – że natura potrafi w jednej chwili zachwycić, a w drugiej uświadomić nam, jak niewiele od nas zależy. Ta cienka granica jest chyba tym, co najbardziej mnie w niej porusza i jednocześnie uczy pokory.
Czy pamiętasz jak na moim wpisie o walijskich lasach deszczowych wspomninałas,ze właśnie takie klimaty masz teraz w Galicji. Zdecydowanie się nie myliłaś. Jak patrzę na Twoje zdjęcia to jakbym oglądała zdjęcia zimowej odsłony z UK. Szczególnie tegorocznej, bo u nas również początek roku nie jest łaskawy. Ponoć statystyki już górują jeśli chodzi o ilość zanotowanych opadów od początku stycznia. Niestety to również powoduje lokalne podtopienia i sytuacje powodziowe.
Całkowicie też zgadzam się z tym,że jak tylko jest, okazja to trzeba wyjść z domu i zobaczyć ten obraz, bo „nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie.”
Masz absolutną rację 😊 Też miałam déjà vu z walijskich lasów deszczowych – momentami Galicja wygląda jak zimowa odsłona UK. Choć gdy opady biją rekordy i pojawiają się podtopienia, ten klimat przestaje być już tylko „romantyczny”.
I zgadzam się w 100% – jeśli tylko jest bezpiecznie, warto wyjść i zobaczyć to na własne oczy. „Nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie” – to hasło idealnie pasuje do tej zimy.
Galicja jest magiczna a Ty pięknie o niej piszesz. Zachwycasz się soczystą podeszczową zielenią, zapachem ziemi, mchu i drzew eukaliptusowych. Północ Hiszpanii to dla mnie póki co ląd nieodkryty ale mam w planach i wiem że kiedyś dopnę swego. Piękne zdjęcia i gdybym nie wiedziała, że to Hiszpania, to obstawiałabym Szkocję😀. Serdeczne pozdrowienia.
Bardzo dziękuję za miłe słowa! 😊 Masz rację – dla mnie Galicja rzeczywiście ma w sobie coś magicznego, a jej zielone krajobrazy i zapachy są naprawdę nie do podrobienia. Cieszę się, że zdjęcia tak dobrze oddają klimat – sama czasem czuję, że północ Hiszpanii przypomina mistyczną Szkocję. 😉 Trzymam kciuki, żebyś w końcu dopięła swego i odkryła ten piękny, nieodkryty ląd na własne oczy. Serdeczne pozdrowienia!