W sercu galicyjskich gór, pośród surowych skał i krajobrazów, które zdają się pamiętać czasy sprzed narodzin chrześcijaństwa, znajduje się miejsce owiane tajemnicą. A Porta do Alén – Wrota do Zaświatów. Według lokalnych opowieści to właśnie tutaj świat żywych spotyka się ze światem zmarłych. A nocą z 31 października na 1 listopada ta granica ma stawać się wyjątkowo cienka…
Są miejsca, do których jedzie się po to, żeby zobaczyć coś niezwykłego. Są też takie, które przyciągają nas przede wszystkim opowieścią. Monte Seixo, położone w gminie A Lama, w prowincji Pontevedra, należy do tej drugiej kategorii.
To góra otoczona legendami, dawnymi wierzeniami i historiami o tajemniczych siłach natury. Jej surowy krajobraz, kamienne formacje i atmosfera odosobnienia sprawiają, że łatwo uruchomić wyobraźnię i spojrzeć na otoczenie nieco inaczej niż podczas zwyczajnej wycieczki.
A jednak tym razem znaczenie miało nie tylko miejsce, ale również data. 31 października, ostatni dzień miesiąca, z którym wiąże się jedna z najbardziej niezwykłych tradycji galicyjskiego folkloru: Samaín.
Nie jechaliśmy tam po to, żeby sprawdzać, czy można spotkać duchy. Chcieliśmy poznać miejsce, którego legenda od lat rozpala ciekawość tych, którzy interesują się mniej oczywistą stroną Galicji.
Droga na magiczną górę
Już sama droga na Monte Seixo okazała się częścią naszej przygody.

Trafiliśmy na pogodę, o jakiej pod koniec października można tylko marzyć. Słońce, bezwietrzne niebo i temperatura w granicach 20–24 stopni. Żadnej jesiennej szarugi, żadnej mgły skrywającej górskie zbocza. Zamiast tego ciepły, spokojny dzień, który zachęcał, by zatrzymywać się po drodze i chłonąć krajobraz.
A było na czym zawiesić wzrok.

Po drodze natknęliśmy się na samotną kaplicę i kamienny krzyż – takie elementy galicyjskiego krajobrazu, obok których trudno przejść obojętnie. Czasem stoją przy drodze, czasem na rozstaju ścieżek, a czasem w miejscu, które zdaje się być daleko od wszystkiego. Są cichymi świadkami historii tej ziemi.

Ze wzgórza roztaczał się przepiękny widok na dolinę i rozsiane w oddali wioski. Domy wyglądały stąd jak niewielkie punkty wpisane w zielony krajobraz. Przez chwilę można było po prostu stanąć, popatrzeć przed siebie i zapomnieć o całym świecie.



Lubię takie momenty w podróży. Nie wszystko musi być zaplanowaną atrakcją. Czasem najpiękniejsze okazuje się to, na co trafiamy przypadkiem, po drodze do miejsca, które początkowo było naszym głównym celem.

Tego dnia mieliśmy jednak dotrzeć do miejsca wyjątkowego.
Do kamiennych wrót, za którymi, według legendy, zaczyna się inny świat.
A Porta do Alén – kamienne przejście do zaświatów
Kiedy dotarliśmy na miejsce, od razu zrozumieliśmy, dlaczego Porta do Alén tak mocno działa na wyobraźnię.
Wrota znajdują się na wzgórzu, w otoczeniu lasu. Już z daleka widać ich charakterystyczny kształt, wyróżniający się na tle zieleni i kamiennego krajobrazu. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by spojrzeć na tę formację i pomyśleć, że przypomina wejście do jakiejś innej rzeczywistości.


A może właśnie dlatego tak łatwo przyjęła się związana z nią legenda?
Nazwa A Porta do Alén oznacza dosłownie „Wrota do Zaświatów„. W lokalnych opowieściach miejsce to przedstawiane jest jako symboliczna granica między światem żywych a światem zmarłych. Według wierzeń w szczególnym czasie roku granica ta miała stawać się wyjątkowo cienka.
Stanęliśmy przed tym niezwykłym skalnym przejściem i wiedzieliśmy, że nie przyjechaliśmy tu przypadkowo. Był przecież 31 października, dzień, w którym legenda nabiera szczególnego znaczenia. Ale czekała nas jeszcze jedna niespodzianka.
Okazało się, że nie jesteśmy jedynymi osobami, które postanowiły odwiedzić to miejsce właśnie tego dnia.
Nie byliśmy sami…
Przed nami do Porta do Alén dotarło starsze małżeństwo.
Nie wiem, co dokładnie skłoniło ich do przyjazdu ani jaką historię znali. Być może od dawna interesowali się lokalnymi legendami. Może odwiedzali to miejsce już wcześniej. A może, podobnie jak my, uznali, że ostatni dzień października jest idealnym momentem, by stanąć przed kamiennymi wrotami.


Zostawili kwiaty, zgodnie z rytuałem opisywanym w legendzie.
Ten prosty gest zrobił na mnie szczególne wrażenie. W otoczeniu lasu, pośród kamieni, w miejscu, które według opowieści łączy świat żywych ze światem zmarłych, kwiaty nabierały wyjątkowego znaczenia. Nie były już tylko ozdobą. Można było w nich dostrzec symbol pamięci, szacunku i więzi z tymi, których nie ma już obok nas.
Nie trzeba przecież wierzyć dosłownie w każde słowo legendy, by rozumieć potrzebę pamiętania o bliskich.
Patrząc na pozostawione kwiaty, pomyślałam, że właśnie takie chwile sprawiają, iż opowieści o dawnych wierzeniach stają się czymś więcej niż ciekawostką z lokalnego folkloru. Przestają być tylko historią o kamieniach i tajemniczych przejściach. Dotykają spraw, które są bliskie ludziom niezależnie od miejsca, w którym żyją.

I nagle to, co na pierwszy rzut oka mogło wydawać się jedynie legendą, nabrało bardziej osobistego wymiaru.
Nasze przejście przez Wrota do Zaświatów
My również przygotowaliśmy się do tej wizyty.
Zabraliśmy ze sobą świeczki. Chcieliśmy nie tylko zobaczyć słynne kamienne wrota, ale także nawiązać do rytuału, który pojawia się w lokalnych opowieściach. Według wersji legendy, którą poznaliśmy, przez wrota należało przejść z południa na północ.
I właśnie tak zrobiliśmy.



Przeszliśmy przez kamienne przejście, mając świadomość, że tego dnia znaleźliśmy się w miejscu, któremu przypisuje się niezwykłe znaczenie. Nie będę twierdzić, że wydarzyło się coś nadprzyrodzonego. Nie o to przecież chodziło w tej wyprawie.
Najciekawsze było samo doświadczenie: znalezienie się w tak niezwykłym otoczeniu, poznanie legendy, zobaczenie pozostawionych kwiatów i możliwość nawiązania do tradycji, która nadaje temu miejscu wyjątkowy charakter.
Czasem wystarczy niewiele, by zwykła wycieczka stała się czymś, co zapamiętujemy na długo.



W tym przypadku były to kamienne wrota na leśnym wzgórzu, ciepłe słońce ostatniego dnia października i świadomość, że znaleźliśmy się w miejscu, wokół którego od lat krążą opowieści o granicy między dwoma światami.
Nie potrzebowaliśmy mgły, burzy ani mrocznej scenerii. Galicja potrafi być tajemnicza nawet wtedy, gdy niebo jest błękitne, a słońce przyjemnie ogrzewa twarz. Może nawet właśnie wtedy najlepiej widać, jak niezwykłe potrafią być jej mniej znane zakątki.
Samaín – noc, w której świat żywych spotyka się ze światem zmarłych
Żeby lepiej zrozumieć znaczenie Porta do Alén, warto przyjrzeć się tradycji Samaín.
W Galicji nazwa ta wiąże się z dawnymi obyczajami i współczesnym odradzaniem tradycji związanych z końcem października. To czas, w którym szczególnie mocno powraca temat pamięci o zmarłych, tajemnicy przemijania i granicy pomiędzy tym, co znane, a tym, czego nie potrafimy wyjaśnić.
Dzisiaj wiele osób kojarzy ostatni dzień października przede wszystkim z Halloween. Tymczasem galicyjski folklor kryje znacznie więcej opowieści, w których pojawiają się dusze, niezwykłe istoty, tajemnicze miejsca i rytuały związane z cyklem przyrody. Według legendy Porta do Alén właśnie w tym okresie staje się szczególnym przejściem do świata zmarłych. Dawne opowieści mówią o możliwości zwrócenia się do przodków z pytaniem, prośbą o radę czy poszukiwaniem odpowiedzi. W niektórych wersjach pojawia się również motyw pozostawiania darów oraz konieczności zachowania określonych zasad podczas powrotu.
Warto jednak pamiętać, że mamy tu do czynienia z folklorem, którego poszczególne elementy mogą różnić się w zależności od przekazu. Nie wszystkie można traktować jako udokumentowane praktyki pochodzące z czasów celtyckich.
Ale czy legenda musi być historycznym dokumentem, żeby miała wartość? Dla mnie jej siła tkwi właśnie w tym, że opowiada o sprawach ponadczasowych: o pamięci, tęsknocie, potrzebie rozmowy z tymi, którzy odeszli, i ludzkiej fascynacji tym, co znajduje się poza granicą naszego poznania.
Monte Seixo – Magiczna Góra Galicji
Porta do Alén nie jest jedynym miejscem, które sprawia, że Monte Seixo budzi zainteresowanie miłośników galicyjskich legend. Cały ten górski obszar bywa nazywany Montaña Máxica, czyli Magiczną Górą. Kamienne formacje, odosobnione miejsca i rozległe widoki stały się tłem wielu lokalnych opowieści o dawnych wierzeniach i tajemniczych siłach natury.
W okolicy znajduje się także Marco do Vento – charakterystyczny kamień, który również pojawia się w opowieściach związanych z tym niezwykłym obszarem.

Współczesne publikacje chętnie łączą takie miejsca z celtycką przeszłością Galicji. Warto jednak zachować ostrożność: nie każda lokalna legenda ma potwierdzone pochodzenie starożytne, a część opowieści mogła zyskać obecną formę znacznie później.
Nie zmienia to faktu, że Monte Seixo ma w sobie coś, co skłania do zatrzymania się i spojrzenia na krajobraz z innej perspektywy.

Podczas naszej wyprawy mogliśmy zobaczyć zarówno piękno okolicy, jak i miejsce, które zyskało szczególne znaczenie dzięki legendzie. To połączenie jest dla mnie jednym z najciekawszych sposobów odkrywania Galicji. Bo czasem nie trzeba szukać monumentalnych zabytków. Wystarczy leśne wzgórze, kilka kamieni i historia, która sprawia, że zaczynamy patrzeć na nie inaczej.
A w drodze powrotnej… Galicja w swoim najpiękniejszym wydaniu
W drodze powrotnej nie spieszyliśmy się specjalnie. Trudno było zresztą nie zatrzymywać wzroku na otaczających nas krajobrazach. Górskie panoramy, zielone zbocza, rozrzucone po okolicy wioski i przestrzeń, która zdawała się nie mieć końca – oto Galicja, którą tak bardzo lubię.

Po drodze towarzyszyły nam również jej charakterystyczne mieszkanki, czyli krowy spokojnie pasące się na górskich łąkach. A tam, gdzie kończyły się ogrodzone pastwiska, można było dostrzec także dzikie konie, które od pokoleń zamieszkują te rejony i są nieodłącznym elementem tutejszego krajobrazu.



Jest w tym widoku coś niezwykle pierwotnego. Konie swobodnie przemierzające górskie przestrzenie, zwierzęta pasące się na tle zielonych wzgórz i drogi prowadzące przez miejsca, w których człowiek wciąż pozostaje tylko częścią większego świata.
I pomyśleć, że tego samego dnia odwiedziliśmy tajemnicze Wrota do Zaświatów, poznaliśmy związaną z nimi legendę, a później wracaliśmy przez góry, podziwiając przyrodę, która sama w sobie ma przecież coś magicznego.

Bo Monte Seixo to nie tylko Porta do Alén i opowieści o dawnych wierzeniach. To również góry, wolność, dzikie konie i krajobrazy, dla których warto zboczyć z utartych szlaków.
Czasem właśnie takie chwile zostają w pamięci najdłużej – kiedy po spotkaniu z legendą wracamy do codzienności, ale jeszcze przez długi czas mamy przed oczami piękno miejsca, które udało nam się odkryć.
Co zostało z nami po tej wyprawie?
Z Monte Seixo wróciliśmy z kolejnym doświadczeniem i historią, którą warto było poznać na własne oczy. Zapamiętam piękną pogodę, samotną kaplicę przy drodze, krzyż na wzgórzu i widok na dolinę z maleńkimi w oddali wioskami. Zapamiętam też leśne otoczenie Porta do Alén i kamienne wrota widoczne już z daleka. Ale szczególnie zapamiętam starsze małżeństwo i pozostawione przez nich kwiaty. Być może dlatego, że w tym jednym geście spotkały się wszystkie elementy tej opowieści: legenda, tradycja, pamięć i zwyczajna ludzka potrzeba zachowania więzi z przeszłością.
Nasza wizyta nie była spotkaniem z zaświatami. Była spotkaniem z miejscem, które od dawna pobudza ludzką wyobraźnię, oraz z historią, która przypomina, jak wiele znaczeń potrafimy nadać krajobrazowi.

I właśnie za to lubię Galicję.
Za to, że obok pięknych widoków oferuje historie, których nie znajdziemy w każdym przewodniku. Za to, że potrafi zaskoczyć nawet wtedy, gdy wydaje nam się, że znamy już dobrze okolicę. I za to, że czasami zwykła wyprawa staje się pretekstem do refleksji nad rzeczami znacznie ważniejszymi niż samo zwiedzanie.
Galicja nie krzyczy – szepcze. A czasami, żeby usłyszeć jej głos, wystarczy stanąć przed kamiennymi wrotami na leśnym wzgórzu.
Czy odważylibyście się odwiedzić Porta do Alén?
Nasza wyprawa przypadła na 31 października, dzień, który idealnie wpisał się w legendę o Wrotach do Zaświatów. Zabraliśmy świeczki, przeszliśmy przez kamienną formację zgodnie z poznanym przekazem i mieliśmy okazję zobaczyć, że nie tylko nas przyciągnęła ta niezwykła historia. Nie wiem, ile prawdy kryje się w dawnych opowieściach. Wiem natomiast, że warto czasem wybrać się w miejsce, które pozwala spojrzeć na świat trochę inaczej.
A teraz jestem ciekawa Waszego zdania: czy odwiedzilibyście A Porta do Alén właśnie w ostatni dzień października? A może znacie inne miejsca, w których lokalne legendy są równie mocno związane z krajobrazem?
