Wyspy Cies i Ons -tam gdzie morze przechowuje swoje tajemnice

Są miejsca, które zachwycają nie tylko widokiem. Mają w sobie coś więcej – ciszę, historię i opowieści, które przez wieki przekazywano z pokolenia na pokolenie.

Tu przypływa się po coś, czego właściwie nie da się nazwać. Po ciszę. Po wiatr pachnący Atlantykiem.

Po ten szczególny moment, kiedy stojąc na klifie, patrzymy na bezkresne morze i zaczynamy rozumieć, dlaczego ludzie od wieków opowiadali sobie historie o tym, co znajduje się po drugiej stronie.

Cíes i Ons są właśnie takimi miejscami

Dziś znamy je przede wszystkim jako część Parque Nacional Marítimo-Terrestre das Illas Atlánticas de Galicia – krainę dzikich plaż, granitowych klifów, wydm i morza. Ale zanim pojawili się turyści z aparatami fotograficznymi, wyspy były przede wszystkim domem. Żyli tutaj rybacy, rolnicy, pasterze, a wcześniej także ludzie, po których pozostały ślady sięgające czasów prehistorycznych. 

I właśnie tam, gdzie codzienność przez wieki była tak mocno związana z morzem, rodziły się legendy.

Wyspy Bogów

Cíes mają historię sięgającą bardzo daleko w przeszłość. Znaleziono tutaj ślady obecności człowieka z epoki brązu, pozostałości osadnictwa castreño i rzymskiego. Rzymianie nazywali archipelag „Wyspami Bogów” .

Czy rzeczywiście widzieli w nich coś boskiego? Tego nie wiemy. Ale trudno oprzeć się wrażeniu, że nazwa pasuje do nich także dzisiaj.

Kiedy patrzę na Cíes od strony Ría de Vigo, trudno uwierzyć, że to miejsce znajduje się tak blisko miasta. Z jednej strony spokojne wody ría, z drugiej otwarty Atlantyk. Granitowe skały, sosny pochylone od wiatru i białe plaże wyglądające niemal nierealnie. Nic dziwnego, że z czasem do historii wysp zaczęły dopisywać się kolejne opowieści.

Jedna z nich wiąże Cíes z legendarnymi wyspami Kassitérides, wspominanymi przez starożytnych Greków. Nie ma jednak pewności, że chodziło właśnie o Cíes – to raczej jedna z hipotez niż fakt historyczny. 

I może właśnie ta niepewność jest w tym wszystkim najpiękniejsza. Bo wyspy pozostawiają trochę miejsca dla wyobraźni.

A potem jest Ons…

Jeśli Cíes mają w sobie coś niemal pocztówkowego, Ons jest bardziej surowa, bardziej tajemnicza i bardziej „galicyjska”. Może dlatego, że przez długi czas była prawdziwym domem dla niewielkiej społeczności wyspiarskiej. Jej mieszkańcy żyli w rytmie przypływów, pogody i tego, co przynosiło morze.

Na Ons zachowały się ślady dawnych osad, castro oraz związanych z wyspą opowieści. Jedna z nich mówi nawet o podziemnym przejściu łączącym Cova da Moura z pobliską wysepką Cairo. Oczywiście to legenda, ale takie historie świetnie pokazują, jak wyobraźnia mieszkańców splatała się tutaj z niezwykłym krajobrazem. 

Najbardziej niezwykła opowieść czeka jednak w miejscu o nazwie, która sama brzmi jak początek legendy. – Burato do Inferno.

🔥 Brama do piekła

Na Ons znajduje się ogromna skalna rozpadlina – głęboka na ponad 40 metrów, połączona z morzem poprzez podziemną grotę, którą po galicyjsku nazywa się furna. 

Dla współczesnego człowieka to niezwykłe zjawisko geologiczne. Dla dawnych mieszkańców wyspy? To mogła być brama do innego świata. Kiedy podczas sztormu fale uderzały w skały i wdzierały się do wnętrza skalnej pustki, z otworu wydobywały się dziwne odgłosy. Huk morza, echo i wiatr mogły przypominać krzyki i jęki.

I właśnie tak powstała legenda o Burato do Inferno – Wrotach Piekieł.

Wierzono, że dobiegają stamtąd głosy cierpiących dusz. Według dawnych opowieści, kiedy ktoś zaginął na morzu i nie odnaleziono jego ciała, mówiono czasem, że to właśnie diabeł zatrzymał go w głębi otchłani.  Była nawet procesja z pochodniami. Wyruszano nocą z cmentarza w kierunku Burato, a po dotarciu na miejsce wrzucano zapalone pochodnie do otworu, aby zmusić diabła do oddania ciała zaginionego. 

Brzmi jak opowieść z mrocznej baśni. A jednak była częścią lokalnej tradycji.

A skąd naprawdę brały się te głosy?

I tutaj Galicja robi coś, co lubię najbardziej.

Pozwala, żeby legenda i rzeczywistość spotkały się w połowie drogi. Dzisiaj wiemy, że odgłosy wydobywające się z Burato były związane z działaniem morza, wiatru i specyficzną budową skalnej furny. Ale istnieje również druga, bardzo ciekawa historia.

Wewnątrz groty dawniej gnieździły się alki – araos, których głosy odbijały się od skalnych ścian. Oficjalne materiały Parku Narodowego wskazują właśnie na te ptaki jako jedno ze źródeł „piekielnych” odgłosów. Populacja tych ptaków na wyspach wygasła w XX wieku.

I jest w tym coś niezwykłego. Kiedyś Burato „krzyczało”. Dzisiaj słyszymy przede wszystkim morze. Legenda pozostała.

Wyspy, na których magia była częścią codzienności

Ons miała znacznie więcej takich historii.

W dawnych wierzeniach pojawiała się tutaj między innymi Santa Compaña, tajemnicza procesja dusz znana w całej Galicji. Wyspiarska kultura zachowała także wiele wierzeń związanych z ochroną przed złym okiem oraz wykorzystaniem roślin leczniczych. Oficjalne materiały dotyczące Parku Narodowego wspominają o bogatej tradycji ziołolecznictwa, rytuałach i przesądach mieszkańców wysp. 

To wszystko pokazuje coś ważnego. Dawna Galicja nie oddzielała tak wyraźnie świata natury od świata ludzi. Morze mogło dać życie, ale mogło też je odebrać. Roślina mogła być pożywieniem, ale również lekarstwem. Mgła mogła być tylko mgłą… albo sprawić, że ktoś zaczął wierzyć, iż zobaczył coś, czego nie powinien. A tajemniczy dźwięk dobiegający ze skalnej otchłani?Mógł być po prostu głosem ptaka.

Albo głosem piekła.

To zależało od tego, w co chciało się wierzyć.

I chyba właśnie dlatego lubię te wyspy

Dzisiaj na Cíes i Ons przyjeżdżamy przede wszystkim po naturę. Po spacer. Po plażę. Po widok. Po kilka godzin oderwania od codzienności.

Ale kiedy znamy ich historie, patrzymy na nie trochę inaczej. Na granitowe skały. Na stare ścieżki. Na opuszczone miejsca dawnego życia. Na ocean, który od setek lat wygląda niemal tak samo. I nagle łatwiej wyobrazić sobie człowieka, który wiele pokoleń temu stał dokładnie w tym samym miejscu i słyszał dobiegający z głębi skały tajemniczy dźwięk.

Nie znał wyjaśnienia. Miał za to swoją opowieść.

I może właśnie dlatego Galicja do dziś wydaje się miejscem, które nie wszystko chce nam wyjaśnić. Ona raczej szepcze. A wyspy Cíes i Ons mają w tym szeptaniu swój własny głos. 

Jeśli kiedyś będziecie na Ons, zatrzymajcie się przy Burato do Inferno na chwilę dłużej. Nie po to, żeby uwierzyć w legendę. Po prostu posłuchajcie morza 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *